| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Kategorie: Wszystkie | Chłopaki | Franio | Gucio | Poldzio | Tymcio
RSS
czwartek, 04 lutego 2010

Witamy po przydługiej przerwie, związanej z pokonywaniem licznych przeszkód, wśród których wymienić należy padnięcie karty pamięci w aparacie oraz ogólne niepozbieranie, które po części przynajmniej złożyć można na karb emocji, jakich kocio-ludzka rodzina doświadczyła w związku z rewolucyjną zmianą swojego składu. Zgodnie z zapowiedziami, Poldek i Gutek otrzymali bowiem nowy dom, nowych ludzi oraz nowego psa!

W przeddzień wyjazdu niczego się jeszcze nie spodziewali:

W czasie podróży, która trwała około godziny, żaden z młodzieńców Ani Miauknął, co upewniło nas, że twarde z nich chłopaki.

Podobną ciszę zachowywali jeszcze przez pewien czas, gdy zaskoczeni nowym otoczeniem zamieszkali pod szafą. Niestety, fotoreportażu nie będzie - warunki oświetleniowe były typowo zimowe, a i fotki z perspektywy podłogi zapewne nie wyszłyby najlepsze.

Opuszczaliśmy chłopaków z ciężkim sercem, ale i ufnością, że nowe, ogromne przestrzenie czekające na zbadanie oraz przyjaźni ludzie i zwierzęta (a dokładnie: jedno bardzo przyjazne zwierzę) szybko skłonią ich do rozpoczęcia eksploracji. I tu dziękujemy Nowym Ludziom za raczenie nas od czasu do czasu wieściami z Zadomawiania. Wkrótce doniesiono nam, że chłopaki rozrabiają, choć nie ciągle, bo czasem też śpią, co wydało się mniej więcej odpowiadać ich normalnemu zachowaniu.

W chwilach, gdy Poldzio i Gucio nie rozrabiają ani nie śpią, prowadzą dystyngowane życie salonowe.

Na powyższym obrazie obaj dżentelmeni wpatrują się w ogień w kominku.

Ich pełne wdzięku pozy świadczą naszym zdaniem o nienagannym wychowaniu, jakie otrzymali. Gucio zresztą zawsze przejawiał talent do przyjmowania eleganckich pozycji siedzących.

Znacznie trudniej nam udokumentować podobne przymioty Poldzia, a to z powodu wspomnianej wcześniej skłonności do większego zainteresowania fotografem niż pozowaniem. Jedyną możliwością było wzięcie go z zaskoczenia, między jednym głaskiem a drugim (widoczne poniżej gesty łapek to nie zapał łowiecki, lecz wyraz zadowolenia z otrzymywanych pieszczot).

Zamiłowanie do pieszczot Poldek, ku naszemu zadowoleniu (i, nie da się ukryć, pewnej zazdrości), przejawia w pełnym zakresie wobec nowych ludzi, podczas gdy Gutek trzyma się nieco bardziej na dystans, choć także lubi być głaskany. Czyli: wszystko w normie!

Nie da się ukryć, że bardzo za nimi tęsknimy, choć również cenimy sobie nieco większy spokój, jaki zapanował po ich przeprowadzce...

Ech, a jeszcze tak niedawno...


04:13, kasica_k
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 grudnia 2009

Poldzio jest hiper-kotkiem.


Hiper-łownym, hiper-towarzyskim i hiper-mruczącym - jego hiper-życie jest tak intensywne, że trudno zatrzymać je w kadrze. Między innymi dlatego tak długo zwlekałam z notką o nim. Za każdym razem, gdy już prawie-prawie siadałam do pisania, pojawiało się pytanie: gdzie są zdjęcia Poldzia? Jest ich stanowczo za mało! Łapało się więc aparat i szło w poszukiwaniu Poldka. Ten jednak wycelowany w siebie obiektyw traktuje zupełnie inaczej niż urodzony fotomodel Tymcio - albo usiłuje nań zapolować, albo też ignoruje go całkowicie, zrywa się biegiem i rzuca mi do stóp ze swoim donośnym hiper-mruczeniem. No i z fotki nici.


Spośród wszystkich białołapych braci Leopold jest umaszczony najbardziej regularnie: krótkie i równe białe skarpetki, śliniaczek oraz majtki, żadnych dodatkowych plamek czy urozmaiceń. Klasyczny, szlachetny bury z białym.

Poldzio to kotek niewielki. Jest mniejszy od Gucia i Frania, czasem mi się wydaje, że i od Tymka - być może jednak za wrażenie to odpowiada jego drobna (acz wielce zmyślna) główka.


Od wczesnego dzieciństwa wyróżniał się sprytem i aktywnością. Jego pierwsza opiekunka Krycha twierdzi, że od małego był najzmyślniejszy ze wszystkich chłopaków, a w odwadze ustępował jedynie siostrze, Reice. W trakcie zabawy to on najszybciej i najwięcej biega oraz najskuteczniej poluje - początkowo wyróżniał się zwłaszcza na tle mniej śmiałego brata, Gucia, który jednak z czasem również pokazał, co potrafi.


Jako pierwszy zaczął wyraźnie poszukiwać ludzkiego towarzystwa. Jeszcze nigdy nie spotkałam kociaka (a właściwie: kociego wyrostka), który potrafiłby siedzieć tak długo na ludzkich kolanach i mruczeć, zagadywać i zaczepiać, domagając się pieszczot. To drugi (po Tymku) gaduła w domu.


Poldzio jest głośnomrukiem. Podobno najwcześniej z całego rodzeństwa zaczął reagować mruczeniem na dotyk ludzkiej ręki. Podzespół mruczący włącza się u Poldka „od samego patrzenia”, czyli na widok człowieka. Włączeniu często towarzyszy ryrcianie oraz gest: zbliżenie się i wymowne przewrócenie na boczek, albo od razu na grzbiecik. Znaczenie gestu oczywiste: GŁASZCZ MNIE.

Gdy Poldzio przeniesie się do nowego domu, będziemy za nim straszliwie tęsknić.

czwartek, 19 listopada 2009

Co tu dużo mówić - Tymoteusz miał mnie w kieszeni właściwie już od chwili, gdy po raz pierwszy pokazał światu swój niezwykle fotogeniczny różowy nosek.

Teraz, gdy jest już czteromiesięcznym, dwukilowym kawalerem i proporcje między uszami i łapami a resztą kotka nieco się zmieniły, nadal nie stracił nic a nic ze swojego niewinnego uroku.


(Podobno różowe kocie noski są zrobione z chińskiej gumki do ścierania. Nie sprawdzałam.)

Charakterystyczne umaszczenie sprawiło, że od początku wyróżniał się spośród sześciorga rodzeństwa. W jego przypadku malarz kotków poczynał sobie nader swobodnie - odprysk białej farby trafił aż na bury karczek.

Jako małe kocię sprawiał wrażenie płochliwego - ręki człowieka raczej unikał, a gwałtowniejsze ruchy czy odgłosy powodowały, że wyginał grzbiecik i czmychał.


Jednak skwitowanie go jako małego wypłoszka byłoby pominięciem bardzo ważnych aspektów jego natury. Mimo sporej wrażliwości Tymek od początku był szalenie ciekawskim eksploratorem.

Na wsi podziwiałam, jak odważnie odkrywał tereny kuchenki gazowej (na szczęście wyłączonej), a w nowym domu to on pierwszy zbadał przestrzeń pod rozłożoną kanapą i na spółkę z Frankiem był najczęstszym gościem w odleglejszych pomieszczeniach.

W czasie, gdy akurat nie wspina się po zasłonach ani nie ściąga łazienkowych ręczników, nasz łobuziak lubi rezydować w koszyku, który także zbadał jako pierwszy, na stoliku obok kaloryfera albo na hamaku - samotnie lub w towarzystwie któregoś z braci.


Z początku najmniejszy ze wszystkich kocurków, ostatnio przegonił brata Poldka, a może nawet i Frania. Nie jest jednak żarłokiem, a wręcz należy do wybrednych - lubi mięso, przepada za chrupkami, ale puszkową karmę już sobie wybiera.

Tymek to maminsynek, lecz jego przywiązanie do mamy nie sprowadza się wyłącznie do oczekiwania opieki - jest też pilnym uczniem swojej Maci. Tak samo jak ona ociera się o ludzkie nogi, a jego przeciągłe „miaaau!” różni się od maminego tylko tonacją. Z czasem rozsmakował się też w pieszczotach. Co prawda nie domaga się uwagi tak intensywnie, jak jego hipertowarzyski brat Poldek, ale lubi być głaskany po brzuszku i pięknie przy tym mruczy. Ma wszelkie predyspozycje, by owinąć sobie nas wokół małego pazurka.

04:18, kasica_k , Tymcio
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 listopada 2009

Przyznacie chyba, że jest wyjątkowo przystojnym młodym kotkiem.

Sprawia wrażenie, jakby lada chwila miał stać się poważnym Gustawem - jest nie tylko największy z rodzeństwa, lecz także zwraca uwagę dojrzałym spojrzeniem i stanowczą miną.

Początkowo obaj z Poldkiem trochę nam się mylili - jako bure pręguski w białych skarpetkach otrzymali zbiorcze miano Białołapków (Tymek, jako właściciel również białego pyszczka, był traktowany osobno).

Jednak odkąd z nami mieszkają, identyfikacja przestała nastręczać trudności. Znaki szczególne Gucia to, oprócz rozmiarów, wyraźnie jaśniejszy lewy policzek oraz długie podkolanówki na tylnych łapkach, w przeciwieństwie do krótkich skarpetek Poldka. Na jednej z tylnych widnieje wyraźna ciemna plamka.

Często myślę o Gutku i Poldku jako o parze. Nie tylko dlatego, że niebawem się wyprowadzą - na obydwu czeka ten sam nowy dom. Mam wrażenie, że się lubią - często widuję ich dokazujących razem. Mały Gustaw, jako spokojniejszy i ostrożniejszy, jest wciągany do zabawy przez energicznego, zwariowanego brata. Ale gdy Poldek jest zajęty (a często bywa), Gucio nie stroni od towarzystwa Franka czy Tymka, zarówno w dzikiej gonitwie, jak i w czasie odpoczynku.

Gucio jest też największym żarłokiem. Pierwszy posiłek rodziny w nowym domu w większości trafił do jego brzuszka. W obliczu pełnej miseczki, a właściwie miseczek, porzucił wszelkie obawy. Większy apetyt w stadzie ma tylko jego mama, Czarusia.

Ale to przecież nic dziwnego - jako największy, ma również największe potrzeby.

01:26, kasica_k , Gucio
Link Komentarze (12) »
wtorek, 03 listopada 2009

Idealnie czarny kotek z bursztynowymi oczami - jeden z dwojga (drugi to Nocka, filigranowa kocia dziewczynka). Z doskonale czarnym futerkiem, czarnymi poduszkami łapek i takimż nosem - dla nas, mieszkających dotąd z burciami i szylkretami, to zupełna nowość. Franiowe futerko lśni, lecz nie tak mocno, jak u mamy - wciąż trochę po kocięcemu puchate, aksamitne.

Z początku dał mi się poznać jako koci flegmatyk - nie uciekał przed ręką, pozwalał się głaskać i sprawiał wrażenie, że nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Najedzony szybko zapadał w sen. Siła spokoju. Drugą, aktywniejszą stronę jego natury doceniam dopiero teraz. Najbardziej - około szóstej rano.

Pewnie niektórzy z Was są zawiedzeni, że mało tu dynamicznych fotek rozrabiających kociaków. To dlatego, że nie opanowałam jeszcze trudnej sztuki fotografowania obiektów w ruchu... Szybkim ruchu. Z obiektem śpiącym jest jednak łatwiej.

Jednym z przymiotów Frania jest zdolność koncentracji i zamiłowanie do rozwiązywania zadań. Kiedy piłeczka wtoczy się pod jakiś mebel, pozostali bracia bez mrugnięcia oczkiem zaczną biegać za kolejną zabawką. Ale nie Franio - on będzie wytrwale próbował odzyskać zgubę.

Właściwie już za czasów wiejskiego dzieciństwa objawiał swoją poznawczą pasję.

Bura siostra Reika znalazła pod murem patyk i z właściwą sobie zmyślnością i zręcznością pracowicie wciągnęła go za próg. Bracia, w tym Franio, przyglądali się tym działaniom z wielkim zainteresowaniem. Potem zaczęło się wielkie polowanie na nową zabawkę, w którym Franio nawet przez chwilę uczestniczył... Szybko jednak porzucił jałową bieganinę i zaczął zastanawiać się, Skąd Się Biorą Patyki. I czy w tym samym miejscu nie dałoby się czasem zdobyć jeszcze jednego. A kto pierwszy odkrył zasadę działania tunelu z piłeczką? Oczywiście Franio.

Ulubionym miejscem Franka do przesiadywania i spania jest rura na kocim drzewie.

Gdy śpi, uroczo zwisa łebkiem, a czasem także i łapką w dół. Śpiącym Franiem można by rzucać. Położony na kolanach, mruczy chwilkę i zasypia z powrotem. Gdy już się nad czymś skupi - nie jest łatwo go rozproszyć.

Drugą stroną Frania-intelektualisty jest Franio-uczuciowy. Franek uwielbia mamę - to drugi, po Tymku, koci maminsynek. A może i pierwszy.

00:37, kasica_k , Franio
Link Komentarze (9) »
piątek, 30 października 2009

Na początku była Mać, czarna błyszcząca kotka zwana Czarusią, a ostatnio także Lusią.

4. sierpnia 2009 Czarusia urodziła sześcioro kociąt: czarną, burą, czarnego i trzy bure białołape. Cała rodzina mieszkała na wsi, w pewnej letniej kuchni obok pewnego letniego domu w okolicach Warszawy.

Po niespełna trzech miesiącach beztroskiego biegania po ogrodzie nadszedł czas, gdy ich wiejska opiekunka Krycha musiała zacząć myśleć o powrocie do miasta. Dla Czarnej Maci i Dzieci trzeba było poszukać miejskich mieszkań.

Od zeszłej soboty dziewczynki, Nocka i Reika, mieszkają daleko od miejsca swoich narodzin, bo aż w Szczecinie. Chłopaki z mamą trafiły do Warszawy. Gutek i Poldek w końcu grudnia mają wyprowadzić się do nowego domu (z ogrodem!), a Tymoteusz, Franio i mama zostają z nami. Nasz dom dzięki nim z pewnością zmieni się nie do poznania...

Będziemy musieli na nowo nauczyć się mieszkać z małymi rozrabiakami. Przez tych kilkanaście lat, odkąd pojawiły się u nas koty, zdążyliśmy już trochę zapomnieć, jak to jest, gdy tupot kocięcych łapek nie daje spać. I jak trudno się oderwać od obserwowania harcujących maluchów...

Mamy nadzieję, że rodzinka pozwoli nam od czasu do czasu usiąść i nastukać w spokoju kilka słów :-)

13:23, kasica_k
Link Komentarze (6) »
środa, 28 października 2009

Przywieźli, postawili, wypuścili. Pierwszą godzinę-dwie przesiedziało się pod, potem przemykało się wzdłuż. Aż w końcu...

...poczuliśmy się całkiem swobodnie na środku.

Od tego czasu regularnie podnosimy poziom.

(W odcinku udział wzięli: Franek, Tymek, Poldek i Gutek)

10:08, kasica_k
Link Komentarze (3) »